Wybierając słowa, które mówią o obecności

Nie wszystkie słowa mówią. Niektóre tylko brzmią. Niektóre tylko wypełniają ciszę.

Ale są też takie, które zostają. Które nie krzyczą, a jednak prowadzą. Które nie tłumaczą, a jednak rozumieją.

Obecność nie potrzebuje wielkich deklaracji. Czasem wystarczy jedno słowo: tu. Albo gest: filiżanka herbaty postawiona obok. Albo spojrzenie, które nie ocenia, tylko widzi.

Pisząc, uczę się wybierać słowa, które nie dominują. Które nie próbują mnie naprawić. Które nie są instrukcją, tylko zaproszeniem.

Słowa obecności to te, które zostawiają przestrzeń. Na oddech. Na ciszę. Na to, co jeszcze nie zostało nazwane.

To słowa, które nie kończą zdania. Tylko je otwierają.

Dziś wybieram słowa, które nie muszą niczego udowadniać. Które są jak kamienie — ciche, ale prawdziwe. Które mówią moim własnym głosem.

📘 Jeśli chcesz, w komentarzu pod tym wpisem znajdziesz link do mojego ebooka „Sceny Codzienności”. Nie jako produkt. Jako gest obecności.



Komentarze

  1. 📥 Pobierz: bit.ly/slowa-obecnosci 📖 Zapisz. Przeczytaj. Pisz. Nie oceniaj.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

O kobiecości, sile i słowie

Ta kobieta przy stole